Psychoterapia zaburzeń odżywiania w Łodzi
W gabinecie rzadko spotykam osobę, dla której problemem jest wyłącznie jedzenie.
Anoreksja, bulimia czy kompulsywne objadanie się rzeczywiście dotyczą jedzenia i ciała, ale za podobnymi objawami mogą kryć się bardzo różne historie. Dlatego w psychoterapii zaburzeń odżywiania interesuje mnie nie tylko to, co dzieje się z jedzeniem, ale również to, po co danej osobie potrzebny jest właśnie taki sposób radzenia sobie.
Pracuję w Łodzi z osobami dorosłymi, młodzieżą oraz rodzinami zmagającymi się z zaburzeniami odżywiania. Szczególnie często pracuję z anoreksją, bulimią oraz napadowym i kompulsywnym objadaniem się.
Co ciekawe, kiedy zaczynałam swoją drogę zawodową, byłam przekonana, że nigdy nie będę zajmowała się tym obszarem. Zaburzenia odżywiania wydawały mi się trudne i dość odległe. Wraz z doświadczeniem klinicznym stało się odwrotnie. Im więcej rozumiałam o relacji pomiędzy jedzeniem, emocjami, ciałem i relacjami z innymi ludźmi, tym bardziej ten obszar stawał mi się bliski.
Dziś zajmuje ważne miejsce w mojej praktyce.
Zaburzenia odżywiania dotyczą jedzenia, ale rzadko tylko jedzenia
Można przez wiele godzin ignorować głód i doświadczać satysfakcji, że udało się nad sobą zapanować. Można bardzo restrykcyjnie kontrolować jedzenie, a potem stracić kontrolę, zjeść bardzo dużo i prowokować wymioty. Można sięgać po jedzenie wtedy, kiedy jest trudno, i jeść dalej mimo fizycznego poczucia sytości.
Anoreksja, bulimia i napadowe objadanie się wyglądają inaczej. W mojej pracy często widzę jednak, że zachowania te mogą pełnić podobną funkcję – pomagać radzić sobie z emocjami, które trudno przeżywać inaczej.
Z lękiem. Wstydem. Złością. Napięciem. Samotnością. Poczuciem pustki.
U jednej osoby sposobem na poradzenie sobie z nimi będzie bardzo silna kontrola. U innej jedzenie przyniesie chwilową ulgę. Jeszcze ktoś będzie poruszał się pomiędzy jednym i drugim – próbą utrzymania restrykcyjnej kontroli i momentami jej utraty.
To nie oznacza, że wszystkie zaburzenia odżywiania są takie same. Przeciwnie. Podobny objaw u dwóch osób może mieć zupełnie inne psychologiczne znaczenie.
Dlatego diagnoza jest dla mnie początkiem rozumienia człowieka, a nie jego końcem.
Nie zawsze chodzi przede wszystkim o kontrolę
O potrzebie kontroli mówi się szczególnie dużo w kontekście anoreksji. I rzeczywiście – często ją widzę.
Nie zawsze jednak widzę w niej sedno problemu.
Czasami pod spodem znajduje się bardzo kruche poczucie własnej wartości albo brak stabilnego przekonania: jestem wartościowa jako osoba niezależnie od tego, jak wyglądam, ile ważę i jak oceniają mnie inni.
Wtedy ciało może stać się miejscem, na którym próbuje się tę wartość zbudować.
Jeżeli będę szczuplejsza, może będę ładniejsza. Jeżeli będę wystarczająco atrakcyjna, być może inni będą mnie lubić. Jeżeli potrafię nie jeść, potrafię nad sobą panować. Jeżeli moje ciało będzie wyglądało właściwie, może wreszcie sama poczuję się właściwa.
Dotyczy to szczególnie młodych ludzi, którzy dopiero budują swoją tożsamość i bardzo potrzebują przynależności do grupy.
Nie sposób też całkowicie oddzielić tego od świata, w którym żyjemy. Instagram, TikTok i inne media społecznościowe dostarczają niemal nieograniczonych możliwości porównywania własnego ciała z ciałami innych osób. Nie traktuję mediów społecznościowych jako prostej przyczyny zaburzeń odżywiania. Są jednak ważnym kontekstem dorastania i mogą wzmacniać koncentrację na wyglądzie, niezadowolenie z własnego ciała oraz przekonanie, że to właśnie wygląd decyduje o naszej wartości.
Czasem choroby nie widać
Zaburzenia odżywiania nie zawsze wyglądają tak, jak stereotypowo je sobie wyobrażamy.
Nie każda osoba chorująca na zaburzenia odżywiania jest bardzo szczupła. Nie po każdym człowieku z bulimią czy kompulsywnym objadaniem się można rozpoznać chorobę na ulicy. Masa ciała także sama w sobie nie mówi nam, jak dużo miejsca w życiu człowieka zajmują jedzenie, kontrolowanie wagi, wymioty, ćwiczenia czy lęk przed przytyciem.
Dlatego w diagnozie psychologicznej interesują mnie nie tylko kilogramy.
Znacznie ważniejsze jest dla mnie zobaczenie całego obrazu funkcjonowania osoby.
Kiedy coraz trudniej usłyszeć własne ciało
Jednym z obszarów, który szczególnie interesuje mnie w zaburzeniach odżywiania, jest relacja człowieka z jego ciałem.
Osoba z anoreksją może być głodna i mimo tego nie jeść. Jeżeli robi to przez długi czas, może nauczyć się coraz skuteczniej ignorować sygnały głodu.
Ktoś inny czuje, że jest już najedzony, ale podczas napadu objadania się je dalej.
Z czasem podobny sposób traktowania własnego ciała może być widoczny także poza jedzeniem: jeszcze chwilę wytrzymam bez odpoczynku, jeszcze nie muszę iść do toalety, jeszcze mogę zignorować zmęczenie czy napięcie.
Ciało cały czas wysyła informacje. Możemy jednak nauczyć się ich nie zauważać albo uznawać, że nie są wystarczająco ważne.
Jako psycholożkę i psychoterapeutkę bardzo mnie to porusza. Kiedy widzę osobę, która tak skutecznie nauczyła się ignorować własne ciało, zaczynam się zastanawiać również nad tym, jak nauczyła się traktować swoje potrzeby. Czy potrafi je zauważyć? Czy daje sobie prawo do tego, żeby czegoś potrzebować?
Dlatego psychoterapia zaburzeń odżywiania jest dla mnie także pracą nad stopniowym odzyskiwaniem kontaktu z ciałem – nie tylko nad jego wyglądem, ale nad tym, co ono czuje i czego potrzebuje.


Diagnoza psychologiczna zaburzeń odżywiania
Pracę zaczynam od fazy konsultacyjnej, która najczęściej trwa około trzech spotkań.
Ten czas służy dokładnemu poznaniu sytuacji i zrozumieniu, z czym dana osoba przychodzi. Przeprowadzam wywiad psychologiczny i zbieram informacje dotyczące stanu somatycznego. Pytam o historię masy ciała, sposób odżywiania, restrykcje, napady objadania się, prowokowanie wymiotów i inne zachowania kompensacyjne. Ważne są również wcześniejsze formy leczenia, przyjmowane leki i aktualny stan zdrowia.
Jednocześnie interesuje mnie znacznie więcej niż samo jedzenie.
Pytam o wcześniejsze etapy życia, relacje rodzinne i rówieśnicze, ważne doświadczenia, sposób przeżywania emocji, obraz siebie i swojego ciała, funkcjonowanie w relacjach oraz aktualną sytuację życiową.
W procesie diagnozy psychologicznej zwracam uwagę również na inne trudności, które mogą współwystępować z zaburzeniami odżywiania albo wpływać na ich obraz. Niekiedy wymaga to diagnostyki różnicowej, między innymi w kierunku ADHD czy spektrum autyzmu, albo konsultacji z innym specjalistą.
Po zakończeniu fazy konsultacyjnej wspólnie ustalamy, czy psychoterapia jest w danym momencie właściwą formą pomocy i nad czym będziemy pracować.
Jeżeli decydujemy się na dalsze leczenie, ustalamy także zasady naszej współpracy terapeutycznej – między innymi częstotliwość spotkań, sposób pracy, cele terapii oraz to, czego możemy wzajemnie oczekiwać. Nie jest to formalna umowa do podpisania, ale ważne wspólne ustalenie, które porządkuje terapię i daje obu stronom jasność co do jej ram.
Psychoterapia zaburzeń odżywiania – nad czym właściwie pracujemy?
Nie mam jednego schematu pracy, który stosuję wobec wszystkich osób z tą samą diagnozą.
Pracujemy nad rozumieniem zaburzenia i jego mechanizmu. Psychoedukuję. Przyglądamy się temu, jaką funkcję pełni choroba i w jakich sytuacjach staje się szczególnie potrzebna.
Pracujemy nad emocjami – nie tylko nad lękiem, złością czy wstydem, z którymi trudno sobie poradzić, ale czasem również nad możliwością doświadczania przyjemności, spokoju czy bliskości.
Przyglądamy się relacji z własnym ciałem, poczuciu własnej wartości, granicom, autonomii i relacjom z innymi ludźmi.
Dla jednej osoby najważniejszym obszarem stanie się perfekcjonizm. Dla innej potrzeba akceptacji. Dla jeszcze innej lęk, trudność w rozpoznawaniu własnych potrzeb albo sposób funkcjonowania w rodzinie.
Każdy człowiek przychodzi ze swoją historią.
Moim zadaniem jest próbować ją zobaczyć i wspólnie z pacjentem poszukiwać takich sposobów radzenia sobie, które nie będą wymagały głodzenia się, wymiotowania, kompulsywnego objadania ani ciągłego kontrolowania własnego ciała.
Kiedy choruje nastolatek – praca z rodziną
W pracy z zaburzeniami odżywiania u młodzieży szczególnie ważna jest dla mnie perspektywa rodzinna.
Choroba bardzo szybko przestaje dotyczyć wyłącznie nastolatka.
Trzeba organizować posiłki, towarzyszyć dziecku przy jedzeniu, jeździć na konsultacje, obserwować jego stan. Rodzice próbują zachęcać, przekonywać, motywować. Czasami są oszukiwani – jedzenie jest ukrywane lub wyrzucane, leki nie są przyjmowane, a dziecko zapewnia, że nic mu nie jest.
Na początku zwykle widzę bardzo dużo lęku i mobilizacji rodziców. Potem mogą przychodzić kolejne uczucia: złość, zmęczenie, bezradność i zwątpienie, czy z tego w ogóle można wyjść.
Zmienia się relacja z dzieckiem. Czasami również relacja pomiędzy rodzicami i sytuacja rodzeństwa.
Anoreksja potrafi stać się trochę jak kolejny członek rodziny. Ma swoje zdanie. Decyduje, co można zjeść, dokąd można pojechać, jaki będzie nastrój przy stole i wokół czego będzie obracało się życie domowników.
Nie oznacza to, że rodzina spowodowała chorobę.
Rodzina może natomiast odegrać bardzo ważną rolę w zdrowieniu.
Dlatego, kiedy pracuję z nastolatkami, staram się angażować rodziców. Szczególnie wtedy, kiedy sama motywacja młodej osoby do leczenia jest niewielka.
Spotkanie rodzinne wprowadza coś, czego nie zawsze można uzyskać w rozmowie indywidualnej. To, co dzieje się pomiędzy członkami rodziny podczas sesji, może zaprosić młodą osobę do kontaktu, nawet jeżeli sama nie uważa jeszcze, że potrzebuje pomocy.
Jeżeli nastolatek jest zmotywowany do terapii, w części przypadków podejmuję również pracę indywidualną.
„Nie mam problemu i nie będę się leczyć”
To jedna z najtrudniejszych sytuacji w pracy z zaburzeniami odżywiania.
Osoba może cierpieć, a jednocześnie nie chcieć pozbywać się choroby.
Może być zadowolona, że schudła. Może doświadczać poczucia sukcesu, kiedy potrafi nie jeść. Może panicznie bać się odzyskania kilogramów. Może jednocześnie czuć złość, lęk, wstyd, smutek i ogromne poczucie bycia niezrozumianą przez otoczenie.
Dlatego nie zakładam, że zdrowienie jest dla pacjenta od początku oczywistym celem.
Mogłabym powiedzieć:
Widzę, jak ważne są dla Ciebie teraz jedzenie i waga. Rozumiem, że mogą budzić bardzo różne, czasem skrajne uczucia – od satysfakcji, że potrafisz nad sobą panować, po lęk, złość czy smutek. Zanim będziemy próbować cokolwiek zmieniać, chcę spróbować razem z Tobą zrozumieć, co Ci to daje i dlaczego tak trudno byłoby z tego zrezygnować.
Czasami z takiej rozmowy zaczyna powoli powstawać motywacja.
Czasami pomaga praca z całą rodziną.
A czasami, mimo starań pacjenta, rodziny i terapeutów, leczenie ambulatoryjne okazuje się niewystarczające.
Jeżeli stan somatyczny staje się niebezpieczny albo nie można bezpiecznie zatrzymać postępującej choroby w warunkach ambulatoryjnych, może być potrzebna hospitalizacja lub inna bardziej intensywna forma leczenia.
Nie traktuję tego jako porażki pacjenta, rodziny czy psychoterapii.
Czasem najpierw trzeba zadbać o bezpieczeństwo i ustabilizować organizm, żeby później można było wrócić do psychoterapii ambulatoryjnej i ponownie zajmować się tym, co wydarzyło się w życiu człowieka i co nadal podtrzymuje chorobę.
Bywają też sytuacje, w których jako terapeutka doświadczam bezradności. Nie wszystko można zrobić rozmową w gabinecie. Uważam, że odpowiedzialna praca polega również na rozpoznaniu momentu, w którym pacjent potrzebuje czegoś więcej niż psychoterapii raz w tygodniu.
Zaburzenia odżywiania wymagają czasem całego zespołu
Psychoterapia jest ważną częścią leczenia zaburzeń odżywiania, ale nie zawsze powinna być jedyną.
W swojej praktyce współpracuję z psychodietetykami, psychiatrami oraz – w zależności od sytuacji – z lekarzami i innymi terapeutami.
Zaburzenia odżywiania dotykają jednocześnie psychiki i ciała. Dlatego szczególnie w anoreksji, nasilonej bulimii lub przy częstych zachowaniach kompensacyjnych potrzebna może być regularna kontrola stanu somatycznego.
Z mojego doświadczenia najlepsze efekty osiągamy wtedy, kiedy leczenie jest rzeczywiście zespołowe – kiedy specjaliści wiedzą o swojej pracy i zajmują się wspólnie różnymi częściami tego samego problemu.
Co jest celem psychoterapii?
Oczywiście zależy mi na tym, żeby osoba z anoreksją mogła znowu odpowiednio się odżywiać. Żeby osoba z bulimią przestała wymiotować. Żeby napady objadania się czy kompulsywne jedzenie nie organizowały kolejnych dni.
To jednak nie jest dla mnie wystarczający koniec terapii.
Chcę także zrozumieć, dlaczego właśnie jedzenie i ciało stały się sposobem radzenia sobie.
Dlatego pracujemy nad możliwością zauważania własnych emocji, potrzeb i granic. Nad budowaniem bardziej stabilnego poczucia własnej wartości. Nad relacjami. Nad tym, żeby ciało nie musiało być nieustannie kontrolowane, oceniane albo karane.
Chodzi o znalezienie innych sposobów radzenia sobie z lękiem, wstydem, złością czy samotnością.
I o odzyskanie miejsca na inne rzeczy.
Bo ostatecznie jednym z ważniejszych celów psychoterapii zaburzeń odżywiania jest dla mnie to, żeby jedzenie i waga przestały zabierać człowiekowi tak dużą część życia.
Jeżeli szukasz pomocy w związku z anoreksją, bulimią, napadowym lub kompulsywnym objadaniem się albo innymi trudnościami związanymi z jedzeniem i obrazem własnego ciała, prowadzę w Łodzi konsultacje psychologiczne oraz psychoterapię zaburzeń odżywiania.